Catering dla firm w Łodzi – model, w którym nikt nie zbiera zamówień

Catering dla firm w Łodzi – model, w którym nikt nie zbiera zamówień

Łódź to dziś jedno z największych zagłębi biurowych i przemysłowych w Polsce – centra usług wspólnych, biurowce w Nowym Centrum Łodzi, hale produkcyjne i magazynowe na obrzeżach miasta. Wszystkie te miejsca łączy jeden codzienny problem: co kilkaset osób ma zjeść na obiad, skoro w promieniu kilometra nie ma nic poza automatem z batonikami?

Klasyczne rozwiązania i ich słabości

Standardowe podejścia znamy wszyscy. Kanapki z domu – do czasu. Aplikacje z dowozem – drogo, a kurierzy do stref przemysłowych jeżdżą niechętnie. Zamówienia grupowe – ktoś musi je zebrać, rozliczyć i odebrać, czyli w praktyce firma funduje komuś dodatkowy obowiązek. Stołówka zakładowa – rozwiązanie świetne, ale dostępne dla nielicznych, bo wymaga zaplecza, personelu i sanepidowskich pozwoleń.

Sprzedaż pod firmą – jak to działa?

Na rynek łódzki wchodzi właśnie model dobrze znany z Warszawy: katering przyjeżdża pod firmę o stałej porze i sprzedaje posiłki na miejscu. Sprzedawca otwiera samochód z pełnym asortymentem – zupy, dania obiadowe, sałatki, kanapki, desery – a pracownicy schodzą w przerwie, wybierają, płacą i wracają do pracy z ciepłym obiadem. Całość trwa kilka minut.

Kluczowa różnica względem klasycznego cateringu: nie ma żadnych zamówień z wyprzedzeniem. Nikt nie deklaruje w poniedziałek, co zje w czwartek. Nie ma minimalnej liczby posiłków ani abonamentu. Firma nie ponosi kosztów – płacą wyłącznie pracownicy, za to, co faktycznie kupią. W tym modelu w Łodzi działa catering dla firm Pajda Catering, obecny na rynku od 2013 roku.

Dla kogo to ma sens?

Model sprawdza się tam, gdzie w jednym miejscu pracuje kilkadziesiąt lub więcej osób: w biurowcach, zakładach produkcyjnych, centrach logistycznych, call center. Im większy zespół, tym lepiej – dostawca może wtedy zagwarantować codzienną obecność o stałej godzinie i szerszy wybór dań. Dla pracodawcy to bezkosztowy benefit; dla office managera – jeden problem mniej; dla pracowników – obiad, po który nie trzeba nigdzie jechać.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze dostawcy?

Trzy pytania warto zadać każdemu kateringowi: czy gotuje codziennie rano (a nie odgrzewa), czy menu rotuje co tydzień i czy jest w stanie utrzymać punktualność co do minuty. Przerwa obiadowa w zakładzie pracy to świętość – dostawca, który raz się spóźni, drugi raz może już nie mieć pod firmą kolejki.

Czym to się różni od food trucka?

Porównanie z food truckiem nasuwa się samo, ale różnice są zasadnicze. Food truck to gastronomia uliczna: jedno-dwa dania, dłuższe oczekiwanie (jedzenie przygotowywane na miejscu) i ceny restauracyjne. Catering pracowniczy w modelu sprzedaży pod firmą to codzienna stołówka na kółkach: kilkanaście gotowych pozycji, wydawanie posiłku w kilkadziesiąt sekund i ceny skalkulowane pod codzienne, a nie okazjonalne zakupy. Food truck sprawdza się na piątkowym evencie integracyjnym; catering pod firmą – w poniedziałek, wtorek, środę i każdy kolejny dzień roboczy. Dla pracodawcy istotna jest jeszcze jedna różnica: stała, umówiona obecność o konkretnej godzinie, na której zespół może polegać planując swoją przerwę.

Opublikuj komentarz